Krasnoludek

Tak długo marzyliśmy o tej chwili, martwiliśmy się jak mała zareaguje, jak ją przyjmą dzieci, czy nikt za bardzo w szoku nie będzie, czy Gabrysia nie złapie infekcji, milion wizji. Dziwiłam się kiedyś, że rodzice tak strasznie przeżywają pierwszy raz swego dziecka w przedszkolu, teraz już się nie dziwię. Dopóki sami czegoś nie poznamy, nie spróbujemy nie wiemy jak to smakuje. A od środy wiemy już jak smakuje kontakt z grupą dzieciaczków, a dokładnie krasnoludków w przedszkolu:) Te chwile przerosły nasze oczekiwania. Niby byłam pewna, że dzieci przyjmą małą tak jak każde inne dziecko, niby wiedziałam, że będzie ok ale jakoś od rana towarzyszył nam dziwny niepokój, a może raczej ekscytacja. Najbardziej martwiłam się tym żeby nie wydarzyło się na pierwszym spotkaniu coś co dla nas jest częścią naszej rzeczywistości, ale innych może przerażać. Starałam się uczciwie przedstawić sytuację Paniom z przedszkola, żeby miały świadomość jak to jest, ale mówić o czymś a to zobaczyć i doświadczyć to zupełnie inna historia.
Nasze dziecko podekscytowane również było od rana i dzielnie zniosło wczesną pobudkę. Trzeba było ogarnąć wszystkie zabiegi przed wyjazdem, spakować wszystko co mogłoby być potrzebne, założyć kilka warstw ubrań i można było wyruszać. W domu od rana jakby tornado przeszło o nazwie ?rodzice w biegu?, ale ogarnęliśmy się i nawet nie spóźniliśmy na umówioną godzinę, a ci co nas znają wiedzą, że z punktualnością u nas różnie:)
No dobra, ale do rzeczy. Jak było?
FANTASTYCZNIE!!
Uśmiech z buzi Gabrysi nie schodził przez prawie całą wizytę. Nie wiedziałam nawet, że mam tak odważne, ciekawe świata i ludzi dziecko. Tzn. wiedziałam że mała taka właśnie jest ale nie wiedziałam, że aż tak.
Panie świetnie przygotowały to spotkanie. Przejęły opiekę nad małą i zaangażowały ją w uczestnictwo w zabawach. Przedstawiły grupie Gabrysię a dzieciaczki przedstawiały się i witały z małą. Ja pełniłam rolę cienia, który jest od takich spraw jak odessanie i ogólnie sprawdzałam czy wszystko ok. Dzieci oczywiście były ciekawe co to za rurki i sprzęty, ale wystarczyło raz powiedzieć, co i do czego i że nie wolno ruszać i nie było żadnego problemu. Tak sobie myślę, że czasami nie doceniamy i nie zdajemy sobie sprawy jak mądre są dzieciaczki.
Młoda z początku gdy opowiadałam jej o przedszkolu, że pójdziemy i będziemy się bawić, uczyć machała łapką, że nie chce. Owszem może iść się pobawić do dzieci, ale uczyć to ona się tam nie zamierza:) I chociaż tłumaczyliśmy, że nauka będzie przez zabawę, że będą tańce i śpiewy to jej jakoś nie mogliśmy przekonać. Gdy sama tego doświadczyła stwierdziła, że będzie tam chodzić:) W planach mamy oswajanie się z tą rzeczywistością co dwa tygodnie na kilka godzin. Musimy się poznać, my musimy sprawdzić czy Mała nie będzie łapać infekcji (chociaż dziś po 2 dniach stwierdzam, że nic się nie dzieje) a jak będzie dalej to wyjdzie ?w praniu?.
I wiecie co, moja obecność wcale nie wywołała jakieś fali płaczu u dzieci, że nie mogą być ze swoimi rodzicami, czy pretensji rodziców. A swoją drogą jestem ciekawa jak dzieci z grupy Krasnoludków odebrały naszą wizytę. Jeśli jest tu rodzic Krasnoludka to proszę napisz jakie emocje przyniósł z przedszkola Twój Krasnoludek:)
Zdjęć niestety nie ma żadnych, bo matka tak się wzruszyła i była tak przejęta, że nie zrobiła żadnego zdjęcia. Na pocieszenie jedynie zostawię Wam Gabrysię na spacerze gdy wracaliśmy z przedszkola:)

image

This entry was posted in codzienność. Bookmark the permalink.

2 Responses to Krasnoludek

  1. Dorota mówi:

    Brawo Krasnoludku!
    Nie wiem co myślą/czują rodzice Krasnoludków w Gabrysiowym przedszkolu, ale wiem co czuje mama zdrowego dziecka w przedszkolu integracyjnym.
    DUMĘ bo:
    – Moje dziecko nie „integruje się” z dziećmi z niepełnosprawnością (czego się spodziewałam), moje dziecko jest zintegrowane od pierwszej chwili. Po prostu jest częścią tego samego świata.
    – Moje dziecko przyjmuje wszystko naturalnie, bez „ale”, tak po prostu.
    – Mogę uczyć się od mojego dziecka tego, czego nie nauczyli mnie moi rodzice. Ja jestem z pokolenia „nie patrz w tamtą stronę o nie wypada, o będzie przykro, bo biedne, bo…niewiadomoco, ale nie patrz”. Moje dziecko uczy mnie – zobacz mamo, M. dopiero uczy się chodzić, ale ma fajny wózek. A P. nosi okulary i ma zaklejone oczko….ja też chcę okulary i zaklejone oczko. A czasem trzeba komuś pomóc…nie, w zasadzie nic nie trzeba, ale gdy się pomoże to zabawa zwykle jest bardziej udana bo razem możemy więcej
    Pozdrawiam.

    • mama Ula mówi:

      Dokładnie takie są dzieciaki. Cudne, mądre i od nich powinniśmy się uczyć integracji. Jest dokładnie tak jak napisałaś. Dziękuję Ci za te mądre słowa. P.S. my mamy takie podejście, że naszej małej „patrzenie się” nie przeszkadza, bo tłumaczymy jej, że jest taka śliczna, że ją podziwiają:) No przecież każdemu zdarza się komuś przyjrzeć, bo ma np.śliczne buty, albo piękne włosy:)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *