Sen o normalności

Temat niepełnosprawności jest ostatnio na czasie i tapecie wszystkich. Komentują, dyskutują, bez względu czy mają coś mądrego do powiedzenia, czy chcą zabłysnąć, bo to temat trendy. Żuk i żaba. Powiem i ja.
Zastanawiałam się czy cokolwiek pisać, ale widzę, że trzeba walić ludzi po oczach albo między nie. Dla mnie rodzice w sejmie to bohaterzy-mają odwagę walnąć między oczy swoją sytuacją. Pokazać jak to jest naprawdę. Nie cukierkowo, lukrowanie. Bez PR-owców, tak jak potrafią.
Zastanawiałam się czy ta forma mi odpowiada i miałam mieszane uczucia, ale z wczorajszych moich doświadczeń wynika, że inaczej się nie da.
Wkurza mnie powtarzane w mediach przez fachowców wszelkiej maści jak mantra?ja rozumiem sytuację?, ?współczuje?, ?wiem jak im ciężko?. Skąd wiesz jeden z drugim? Skąd się pytam? Wyzbyłeś się kiedyś godności dla ratowania życia i zdrowia swojego bliskiego? Żebrzesz gdzie się da o pomoc? Traktują Cię jak śmiecia?
Bo tak właśnie poczułam się wczoraj. Jak śmieć. Wyrzutek społeczeństwa. Ja się poczułam chociaż mowa była o moim dziecku. Ale na szczęście to ja to słyszałam a nie ona. Ja przyjęłam na klatę.
Po raz pierwszy spotkałam się z taką bezpośrednią niechęcią co do niepełnosprawności mojego dziecka.
Generalnie wierzę w ludzi, bo wiele dobrego nas spotkało, ale zdarzają się takie dni i tacy ludzie, że wali nas z nóg i ciężko się podnieść.
Zamarzyło się nam, że możemy posłać Gabrysię do przedszkola, do dzieci. Myśleliśmy raczej o wizytach sporadycznych, okazjonalnych, żeby nie łapać infekcji. Co usłyszałam w placówce, która cieszy się dobra opinią, a dyrektorka postrzegana jest jako ciepła i fajna osoba? Że nie przyjmują takich dzieci, żeby poczekać aż otworzą przedszkole specjalne, że matka będzie powodem buntu rodziców, którzy też by chcieli być w przedszkolu ze swoimi dziećmi, bo przecież oni nie mogą a ja tak, że musi myśleć o zdrowych dzieciach i że dojazd mam zorganizować sobie sama, a opłaty za wyżywienie i pobyt są obligatoryjne. Czy Wam też te argumenty wydają się irracjonalne czy tylko ja jestem jakaś dziwna? Moje pytanie dlaczego powinnam izolować swoje dziecko od zdrowych i dawać do specjalnego przedszkola, którego de facto nie ma nawet chyba w planach pozostało bez odpowiedzi. Czy niepełnosprawni żyją tylko wśród niepełnosprawnych?
Chciałam rozejrzeć się i sprawdzić możliwości, nie decydując czy jeszcze, czy już posłać małą do przedszkola. Rozważamy taką sytuację. Miałam tylko nadzieję, że spotkam się z otwartością, chęcią znalezienia dobrego rozwiązania, a trafiłam na beton.
Może trzeba w ten sposób walić między oczy żebyście zrozumieli, że nie jesteśmy inni, gorsi, że chcemy żyć normalnie. I myślę, że to nie do końca wina samego systemu, to człowiek jest swoim najgorszym wrogiem.

This entry was posted in codzienność. Bookmark the permalink.

19 Responses to Sen o normalności

  1. Nisar mówi:

    Chyba się Pani nieco zagalopowała. To że inni mają zdrowe dzieci nie znaczy, że ich samopoczucie ich nie obchodzi. To, że Pani dziecko jest chore nie znaczy, że rodzice TRZYLATKÓW mają przedłożyć jej dobro ponad dobro swojego.
    Czy była Pani kiedykolwiek w przedszkolu we wrześniu? Widziała Pani trzylatki? Chyba nie. To są malutkie dzieci, przerażone tym, że zostają same, w miejscu do którego nie są przyzwyczajone, bez mamy i taty. Im się nie da wytłumaczyć, że ich mamy nie mogą z nimi być, a Gabrysi mama tak. One tego – w tym wieku i w tym stanie rozpaczy – nie pojmą! Ich poczucie krzywdy będzie ogromne. I brawa dla pani dyrektor, która to rozumie.
    Przykro mi, ale wyraźnie prezentujesz postawę roszczeniową – moje dziecko by na tym skorzystało, furda jak to wpłynie na innych. Ja mam chore dziecko, więc jemu się należy – będę wpadała kiedy mi będzie pasowało, a jak to rozwali przedszkolankom dzień to ich problem. Moje dziecko na tym skorzysta, a że kosztem innych, to co mnie to obchodzi.
    Prawdę mówiąc jak czytam takie rzeczy to przestaję się dziwic, że rodzice dzieci niepełnosprawnych nie cieszą się sympatią społeczeństwa.

    • mama Ula mówi:

      Przytoczyłam naszą rozmowę więc proszę mi wskazać w którym momencie się zagolopowałam? Moje dziecko też jest trzylatkiem, więc proszę jej nie dyskryminować. Jej dobro stawiam tak samo jak inni rodzice nie dzieląc na chore/zdrowe na pierwszym miejscu. Moje jest dla mnie najważniejsze, ale nie znaczy, że kosztem innych. Piszesz, że źle to wpłynie na inne dzieci a widziałeś/aś jak funkcjonuje moje dziecko wśród innych? Nie. Więc nie wiesz, że to dorośli a nie dzieci mają z tym problem.
      I wierz mi, że gdybym miała postawę roszczeniową to w tej chwili nie rozmawialibyśmy tu na blogu.
      A w przedszkolu tak jak pisałam byłam zrobić rozeznanie, a nie na siłę tam posłać Małą. Proszę czytać ze zrozumieniem. Jakoś w innych miastach i przedszkolach wszystko o czym piszesz jest do ogarnięcia i jakoś dzieci z tego tytułu nie cierpią a wręcz korzystają. Tylko trzeba chcieć wychylić się trochę ponad ramy i podjąć wyzwanie. Szkoda, że przez takich ludzi nasze środowisko jest postrzegane właśnie w ten sposób. Komuś się nie chce tzn., że ja wymyślam niestworzone rzeczy. Są jednak miejsca, że się chce.

      • Nisar mówi:

        Moim zdaniem zagalopowała się Pani w ocenie intencji dyrektorki przedszkola. Bardzo dosadnie pisze Pani o „traktowaniu jak śmiecia” przez tę osobę o „waleniu między oczy” itp. Rozumiem emocje, ale wydaje mi się po prostu, że źle oceniła Pani możliwości dyrektorki. Naprawdę nie sądzę, by chodziło o fakt, że Pani Córeczka jest chora. Raczej o całą otoczkę, z którą się to wiąże. Zupełnie nie zrozumiała Pani także mojej wypowiedzi – napisałam, że sytuacja źle wpłynie na inne dzieci wyraźnie nie w kontekście funkcjonowania Gabrysi wśród dzieci, tylko faktu, że ona będzie miała przy sobie mamę, a inne dzieci nie. Doskonale pamiętam swoje dzieci w pierwszych dniach w przedszkolu i wiem, że dla nich byłoby to zupełnie niezrozumiałą niesprawiedliwością. Jednak Pani odbiera wszystko wyłącznie przez pryzmat choroby Córeczki, nie próbując nawet zrozumieć innych. To nie będzie ułatwiało Pani i Gabrysi życia.
        Ad rem: proponuję odpuścić przedszkole teraz, poszukać – o ile to możliwe – klubiku, gdzie inne dzieci też są z mamami i gdzie nie oczekuje się regularnego uczęszczania. A przedszkole wypróbować za rok, gdy dzieci w grupie rówieśników Gabrysi będą już „okrzepniętymi” przedszkolakami i nie będą cierpiały nad faktem, że ona jest z mamą a oni nie. Powodzenia.

        • mama Ula mówi:

          Smiec-rzecz bezwartościowa, do wyrzucenia. Gdy słyszę, ze „takich dzieci nie przyjmujemy”to jak mam się czuć? Albo inaczej jak mam swojemu dziecku to wytłumaczyć? W czym jest gorsze? Walić sytuacja miedzy oczy żeby ludzie wiedzieli, ze nie zawsze jest super i cukierkowo, żeby pózniej społeczeństwo nie miało pretensje, ze im tak dobrze a okupują sejm.
          Zrozumiałam doskonale wcześniejsza wypowiedz i na nią odpowiedziałam. Nie sadze, żeby małe dzieci miały jakikolwiek problem z moja obecnością, tym bardziej, ze w przedszkolach do osób niepełnosprawnych są pomoce i dodatkowe osoby, które zajmują się dziećmi niepełnosprawnymi.
          Nie masz pojęcia jak często tłumacze ludzi z ich zachowań, ale pedagog moim zdaniem powinien mieć podejście do wszystkich, bez względu na niedoskonałości. Próbując traktować moje dziecko jak osobę zdrowa zastanów się, czy słysząc, ze Twoje zdrowe dziecko nie będzie przyjęte, bo takich nie biorą do przedszkola, nie spowodowałoby to Takich emocji jak moje?

    • mamamilka mówi:

      zawsze wyjątkowo perfidne wydaje mi się tłumaczenie argumentem, w przypadku odmowy czegos dla dziecka niepełnosprawnego, że „wtedy inni tez tak by chcieli” , doprawdy? Wbrew pozorom dzieci , nawet w przedszkolu, po zwykłym prostym jeszcze w tym pierwszym okresie tłumaczeniu, szybko przyjmują pewne rzeczy jako fakty, ze tak po prostu musi być, bo dajmy na to Jasiu czy Kasia nie mogą same ….chodzić, mówić, bawić się itp. itd. Obecnie jestem mamą chłopca kończącego zwykła masową podstawówkę, przedtem zwykłe masowe przedszkole – niepełnosprawnego ruchowo, poruszającego się aktywnie na wózku inwalidzkim, po tych latach doświadczeń ale i walki czasami, o to, co jest oczywiste, ale niektórzy nie rozumieją, i powiem, że największy problem nie jest w tych zdrowych dzieciach – największy problem jest w ich rodzicach ( niektórych na szczęście). To oni często by tak chcieli, jak w przypadku niepełnosprawnego – pewne dostosowania, ALE czy na pewno by chcieli – przyjąć to wszystko, co niepełnosprawnemu dał los? U mojego syna taki problem – w sensie „a dlaczego my nie, a on tak” pojawia się od czasu do czasu , bo zawsze wypłynie coś nowego w ciągu kilku lat – ale po rzeczowym, krótkim wyjaśnieniu – wystarcza. Np. ostatnio – dlaczego on nie przychodzi do szkoły na 8 rano, gdy po dwóch lekcjach wyjeżdżamy wszyscy na wycieczkę? tez tak chcemy! Chcecie spróbować korzystać z toalety gdy nie możecie w ogóle stanąć na nogi, bo są wiotkie? Nie, nie chcecie i już nie macie żalu o to, że przychodzi kolega niepełnosprawny dwie godziny później, że podczas wycieczki może nie znaleźć toalety dostosowanej do niepełnosprawnego. Na pewno wolicie przyjść na lekcje i normalnie załatwić potrzeby fizjologiczne bez myślenia o tym, czy się jakoś uda wytrzymać.

      • mamamilka mówi:

        Dodam jeszcze, że w przedszkolu byłam z dzieckiem przez pierwsze dwa tygodnie – pierwszy tydzień dlatego, że chciałam zobaczyć, jak sobie radzi w grupie i czy przypadkiem kogoś nie najedzie wózkiem ( a przedszkole maiło odwrotne obawy – czy sobie cos na wózku nie zrobi, ale one były bezpodstawne, z racji słabej znajomości tematu dziecka na wózku), a drugi tydzień – już ja na korytarzu, a on na sali – czyli jak zniesie rozstanie z mamą , która nie zostawiła go od urodzenia ani jednego dnia i nocy samego? Daliśmy radę – on, bo był bardzo odważny i łatwo nawiązywał kontakty, ja – bo przełamałam swój strach o niego, i przedszkolanki, bo nie miały już po pierwszym dniu zadnych uprzedzeń > Przedszkole, mimo ze masowe, mimo ze liczna grupa bo 30 osób, wspominamy bardzo miło. Szkołę – niestety róznie ( zależy od nauczyciela w sumie).

  2. Mazula mówi:

    Pani Nisar, zupełnie nie rozumiem takiego podejścia! Bardzo ciekawa jestem, jaka jest Pani propozycja, jeśli chodzi o kontakt niepełnosprawnego dziecka z rówieśnikami!?? Tylko z innymi niepełnosprawnymi?? Pisze Pani o tym, że dla dzieci wielką krzywdą i niesprawiedliwością byłoby, gdyby tylko Gabrysia została z mamą, a one nie. A nie wydaje się Pani, że tu właśnie rola rodziców dzieci, a także pedagogów z przedszkola, by inne dzieci uwrażliwić na chorobę innego dziecka? Sama jestem mamą trzylatka, jestem pewna, że nawet dzieci w takim wieku są w stanie zrozumieć, że jednak w stosunku do Gabrysi życie okazało się bardziej niesprawiedliwe. One ze swoją mama zobaczą się po południu, a ona ze swoją chorobą żyje cały czas i ma prawo, tak jak one, próbować żyć normalnie.A jeśli chodzi o „rozwalanie przedszkolankom dnia”, to chyba właśnie dlatego mama Gabrysi powinna z nią zostać, by móc się nią opiekować, bo wiadomo, że robi to na codzień i nikt nie wymaga, żeby jakakolwiek pani z przedszkola wykonywała jakieś specjalistyczne czynności.
    Smutne, ale niestety żyjemy w takim chorym społeczeństwie. Nikomu zle nie życzę, ale widzę, że tylko posiadanie chorego dziecka otworzyłoby oczy osobom pokroju pani Nisar.

    • mama Ula mówi:

      Dziękuję bardzo za ten komentarz. Utwierdziła mnie Pani w tym, że jednak nie problem jest w niepełnosprawności mojego dziecka i że zdrowe dzieci potrafią zrozumieć o wiele więcej niż się nam wydaje. Pozdrawiam

      • Beti mówi:

        Niech Pani walczy ,bo ma Pani rację .A ta Pani Dyrektor nie ma prawa dziecka nie przyjąć.O ile wiem dziecko niepełnosprawne ma pierwszeństwo w przyjęciu do przedszkola nie musi to być przedszkole specjalne ma Pani prawo dać dziecko do zwykłego przedszkola po mimo niepełnosprawności dziecka.Tylko tu jest inna sprawa czy warto gdy jest nieprzychylność dyrekcji.Niech Pani poszuka innego przedszkola a na tą Dyrektorkę napisać skargę do kuratorium.

      • AON mówi:

        Czytam i czytam i oczom nie wierzę!!!Jestem zarówno matką niepełnosprawnego dorosłego już dziecka ,ale też Asystentem Osoby Niepełnosprawnej i w tym charakterze pracuję w przedszkolu z dzieckiem autystycznym.Jesteśmy w grupie maluchów od roku do trzech i chociaż dzieciaki niejednokrotnie pytają dlaczego ja jestem z moim podopiecznym w przedszkolu to i tak często jestem postrzegana jako matka malucha.Nigdy ale to nigdy nie było problemów z tego powodu!!!Inne dzieci nie odpycham od siebie,też je przytulam ,tłumaczę i uczę tolerancji, a że są naprawdę wnikliwymi obserwatorami szybko wyłapują niedoskonałości i potrzeby dziecka niepełnosprawnego i cudownie obserwować jak wyprzedzają moje działania i biegną by np podnieś zabawkę bez której autystyczne dziecko traci poczucie bezpieczeństwa.Wciąż dorośli zapominają ,że uczulając na chorobę,niepełnosprawność swoje dziecko poniekąd zabezpieczają siebie samych przed wykluczeniem w przypadku choroby w późniejszym wieku z rodziny i społeczeństwa…Przecież to prosty schemat!I rzeczywiście największy problem z pobytem matki z dzieckiem w przedszkolu mają rodzice!Niestety!Dzieciaki moment się przystosująPozdrawiam

    • Nisar mówi:

      Szanowna Pani.
      Rozumiem, że moja wypowiedź jest dla Pani widoczna tylko do pewnego momentu? Od „ad rem (…) proponuję poszukać klubiku” już nie? I ponownie: mowa jest o TRZYLATKACH, nie o dzieciach okrzepniętych w roli przedszkolaków, tylko o dzieciach przerażonych zmianami, które zachodzą w ich życiu, a których do końca – z racji wieku – nie są w stanie zrozumieć.

      Żeby było jasne: do przedszkola integracyjnego uczęszcza w tej chwili mój syn, jedną z podstawówek które musieliśmy wybierac w ramach rekrutacji także jest szkoła integracyjna. Tak że raczej trudno uważac, że intencją moją byłoby zamknięcie niepełnosprawnych dzieci w gettach. Ale z kolei „osobom pokroju pani Mazuli” raczej niczego się nie wytłumaczy – jeśli inni widzą obiektywne przeszkody dotyczące dzieci niepełnosprawnych, to wyłącznie dlatego że są chorzy i należy im życzyc posiadania chorego dziecka! Ślicznie, gratuluję empatii, poziomu kultury i umiejętności patrzenia ciut dalej niż na czubek własnego nosa.
      Swoją drogą, jestem szczęśliwą matką zdrowych dzieci, nie empatyczną matką dziecka niepełnosprawnego, ale w głowie mi się nie mieści, jakim draniem trzeba być, żeby życzyc komuś chorego dziecka. Przestaję się dziwic, że wzbudzacie Państwo coraz większą niechęc wśród otoczenia! Wstyd!!!

  3. bartsik mówi:

    Moje dzieci będąc zdrowymi, chodziły do przedszkola o profilu integracyjnym i teraz chodzą do szkoły w klasie z niepełnosprawnymi dziećmi. Mieszkamy w Wiedniu. przez pierwszy tydzień wszyskie dzieci chodziły do przedszkola i zostawały w nim razem z rodxicami przez 3 godziny. I razem poznawaliśmy zakamarki przedszkola. Następny tydzień rodzice na hakiś czas wychodzili z przedszkola coś „załatwić” od 15 min do po paru dniach na godzine. Dzieci mogły się krok po kroku przyzwyczajac do rozłąki w znajomym i przez rodzica już otoczeniu. Później przez jakiś czas , miesiąc? rodzic mógł pobawić sie przez 15 minut z dzieckiem w przedszkolu. Polecam ten system! Płaczące rozłąki są w ten sposób bardzo zminimalizowane. Przedszkola z takim podejściem są też w Wiedniu raczej wyjątkiem i prywatne, ale są. Moje dziecie nic nie straciły na tym będąc z dziećmi niepełnosprawnymi (myślę , że było to jedno na 20). Szkoła. Chodzą do klasy Integrative Mehrstufenklasse. Integracyjna klasa dla 1-4 klasistów na raz. 2 Nauczycielki na każdej godzinie. Taki experymentalny projekt miasta Wiednia, który działa już od przeszło 20 lat i cieszy dię coraz większym zainteresowaniem. Zachęcam do zapiznania się , jest to niesamowita sprawa. Zdaję sobie sprawę, że to kropla w morzu, ale trzeba próbować. To niesamowite jak 3 latki i dzieci z podstawówki rozumieją sytuację dzieci specjalnej troski i razam się bawią i sobie pomagają. http://www.mehrstufenklassen.info po lewej klick na integration model. translate.google.pl działa 3 po 3 ale mniej więcej da się zrozumieć.

  4. dora mama synka z mpd mówi:

    Witam,2 lata temu miałam ten sam problem…ba tyle ze mi sie nie śnilo normalne przedszkole, lecz intergracyjne(blisko naszego domu)bo wiiem że moje dziecko odbiuega mocno od dzieci zdrowych i nie dawałby sobie najzwyczajniej rady-a nie o to mi chodzi tylko aby jak najwięcej się nauczył) jednak Pani stwierdziły że moje dziecko się nie nadaję tam….wyszłam ze łzami w oczach to gdzie on się nadaje? takie przedszkole jest tylko jedne…co mam go zamknąc w domu? wzięlam sie pisałam odowłania do ratusza u nas w miescie jedno drugie…az komisja sie zebrała wi jednak odmowili….jedna z mam powiedziala mi ze ponad 30km od naszego miejsca zamieszkania otworzyli przedszkole specjalne..bałam się tyle km…ale dałam synka i nie żaluje to była najlepsza decyzja jaką mogłam podjąc! Jest 4 dzieci w grupie bardzo duzo się uczy(są 2 panie) po 2 miesiacach zacząl samodzielnie przemieszczac się na tyłku a ja rehabilitowałąm to 4 lata! sam zacząl jeśc ,rysuje itp.a nigdy tego nie robił! Jestem bardzo szczęsliwa z jego postępow:) oczywiscie nie wiem jak funkcjonuje Pani dziecko- u nas porażenie mózgowe synek nie mowi,nie chodzi(ale śmiga na tyłku) i wiem że to była najlepsza decyzja jaką mogliśmy podjąc:) a Pani nie poddaje się trzeba walczyc do samego końca! 🙂 pozdrawiamy:)

  5. Napiszę Ula o mojej Poli. Ale myślę że słowo w słowo będziesz mogła powiedzieć to samo o swojej córce.

    Wada wrodzona mojej córeczki czyni z nią osobę kruchą, niezwykłą, dzielną, silną psychicznie, wyjątkową, niesamowitą. Czyni w Jej życiu i niemoc i cierpienie i wiele wiele wyjątkowych, szczęśliwych, niepowtarzalnych chwil o których zdrowe dzieci mogą tylko pomarzyć.
    Wada wrodzona nie czyni Poli osobą niepełnosprawną. To ludzie zdrowi którzy nas otaczają, to brak etyki zawodowej, brak moralności, bariery architektoniczne, czynią z Poli człowieka niepełnosprawnego. To brak systemu opieki, to brak zainteresowania ze strony państwa, to brak woli w wyrównaniu szans względem zdrowych rówieśników czyni z Poli człowieka niepełnosprawnego.
    Często mam odczucie, że nie Pola jest chora, ale wszystko wokół niej. Pola jest dzieckiem niepełnosprawnym, nie z winy choroby, ale dlatego, że żyje w świecie, kraju nieprzystosowanym do jej potrzeb, możliwości i optymalnego rozwoju.

    Rodzice dzieci zdrowych Uleńko mają również masę problemów, bo żyją w chorym kraju. Bo brakuje żłobków, przedszkoli publicznych, bo nie ma dowozu do szkoły, bo nie ma co zrobić z dzieckiem po 4h lekcji w szkole. Bo rodzice pracują w złych warunkach, słabo zarabiają, spłacają kredyty na mieszkania, auta itp. I im też jest ciężko Ula. Oni również nie czują żadnego wsparcia ze strony państwa, rządu. Oni też czują, że ich dzieci zostawione są same sobie, że nie ma żadnej polityki prorodzinnej. I Ci ludzie nie są w stanie pojąć, że to właśnie w takich rodzinach, z takimi problemami rodzą się chore, wyjątkowe dzieci, których koszty leczenia w Polsce przekraczają często wartość zarąbistego nowego mieszkania!
    Wyobraźnia jest darem, empatia i szlachetność rzadkością.
    Witam w polaczkowie.

  6. "Doświadczona"mama mówi:

    To może ja się wypowiem bo temat znam aż za dobrze 😉 Mam troje dzieci (dwoje niepełnosprawnych )W „normalnym ” przedszkolu będzie ciężko znaleźć miejsce dla Małej jeżeli ma orzeczoną niepełnosprawność (chociaż wszystko zależy od „rodzaju schorzenia)Są przedszkola integracyjne działające troszkę na innych zasadach niż „zwykłe „ale tu dużo pozostaje do „ustalenia ” z dyrekcją czy dziecko przyjmie -jakie są schorzenia ,jakiej dziecko pomocy, opieki wymaga itp. I jeszcze przedszkole specjalne ( tu jest generalnie ten problem że jest ich mało ,mój najmłodszy właśnie kończy takie przedszkole w wieku 10 lat (odroczony obowiązek szkolny ze względu na stan zdrowia ) opieka nad dziećmi niepełnosprawnymi w takich przedszkolach jest o tyle lepsza że są tam specjaliści chyba wszyscy jakich dziecko potrzebuje 🙂 Rodzic nie musi być z dzieckiem cały czas ponieważ pracują tam wysoko wykwalifikowane kadry naprawdę radzące sobie z „różnymi ” przypadkami i dziecko tak jak do zwykłego przedszkola może iść już od 3 roku życia .Błędnym jest przekonanie że dzieci w przedszkolu specj.przebywają tylko z niepełnosprawnymi (przynajmniej w tym gdzie mój syn uczęszcza )Dzieci biorą udział w różnego typu festynach ,wycieczkach ,współpracują ze zwykłymi przedszkolami właśnie w celach integracji ze zdrowymi dziećmi ,chodzą na spacery ,place zabaw itd .Ani raz nie żałowałam decyzji o posłaniu dzieci do przedszkola specjalnego .Co do tolerancji ,integracji dzieci między sobą – to raczej dorośli są „przewrażliwieni ” na tym punkcie ,dzieci doskonale się „dogadują ” i tolerują na wzajem .Dla nich w takim wieku nie ma jeszcze różnicy które jest zdrowe a które chore ,mogą pojawiać się pytania dlaczego to dziecko jest inne (np nie mówi ,jeździ na wózku itp ) ale to rola rodzica zdrowego dziecka żeby mu wytłumaczył.Nie zapominajmy że przede wszystkim tolerancję ,stosunek do niepełnosprawnych wynosimy z domu .Co mogę do radzić -raczej chodzenie od przedszkola do przedszkola i szukanie na własną rękę może zbyt wiele nerwów i niepotrzebnych „sytuacji ” dostarczyć ale jest coś takiego jak Poradnia szkolno -pedagogiczna musi być w każdej miejscowości /powiecie .Taka poradnia po przeprowadzeniu badania psychologicznego ,pedagogicznego dziecka u siebie (na prośbę i wniosek rodzica ) decyduje jakiego przedszkola wymaga dziecko czy może uczęszczać do zwykłego ,integracyjnego czy specjalnego .Wydaje też decyzję o potrzebie wczesnego wspomagania (ileś godzin tyg zajęć w przedszkolu -już nie pamiętam dokładnie ) i wskazane przez poradnie przedszkole chyba ma obowiązek realizować te zajęcia .Więc najlepszym wyjściem byłoby skontaktowanie się z odpowiednią ze względu na miejsce zamieszkania Poradnią i tam już Panią pokierują .Szkoda nerwów bo to i tak nic nie da no i trzeba troszkę przywyknąć że jeszcze na różnych ludzi Pani trafi bo puki nasze dzieci są malutkie często nie „odbiegające ” wyglądem od zdrowych rówieśników to jeszcze nie „wzbudzamy” takiego zainteresowania i emocji coraz większe „schody „zaczynają się czym dziecko większe 🙂 Jeśli ma Pani jeszcze jakieś pytania chętnie odpowiem .Pozdrawiam

    • dora mama synka z mpd mówi:

      do doświadczona mama- własnie o tym pisałąm wyżej .w naszym przypadku przedszkole specjalne to najtrafniejszy wybor! 🙂 nasz synek mimo,że jest w takim przedszkolu chodzą na place zabaw ,biora udział w konkursach,teatryzkach itp,robią wszytko co ”normalne ”pzredszkola, ba..nawet ksiązki mają-dla mnie to byl oblęd moj syn nie umiał trzymac olowka/kredki a teraz bazgroli po kartkach:) nie jest to perfekcyjne ale widze mega roznicę:) rozpoznaje zwierzęta,postacie ..Jest to ogrom pracy nauczycieli i tez dzieci(bo patrz co one robią -wsyztko na swoim poziomie bo ze zdrowymi nie dałby rady).Jest duzo rehabilitacji ,godz z logopedami( mamy tam także wczesne wspomaganie rozwoju o czym Pani wspomniala) pozdrawiam:)myślę że Pani wybierze najlepsze przedszkole dla malutkiej tak by dawała radę i by była szczęśliwa i się rozwijała bo to najważniejsze 😉

  7. też Ula mówi:

    witam
    jestem przedszkolanką w publicznym „zdrowym” przedszkolu, pracuję w tym roku szk. w 25osobowym oddziale 3 i 4 latków.
    i powiem tak- nigdy bym nie wysłała swojego chorego dziecka do zwykłego przedszkola (mam swoje prywatne dzieci 🙂 ). dlaczego? dlatego ze tam nie ma odpowiedniej ilości opieki.
    ja teraz do 14 – 3 letnich brzdąców ( i reszty 4 letnich świeżynek), jestem na sali SAMA z 1 panią woźną, która musi wyjść z sali wykonać swoje obowiązki służbowe poza salą (np wyszorować korytarz albo odebrać naczynia z kuchni na posiłek).
    Kilku jest w pampersach, 80% ryczy za mamą, 100% nie wie gdzie się chodzi siku i jak odkręcić kran, 50% źle trzyma kredki i sztućce… no cóż, taki typowy przedszkolny wrzesień.
    Masakra to mało powiedziane 😛 Moj dzien dzisiaj:
    2 chłopców zrobiło siku w majty bo nie doczekało w kolejce, jeden zamoczył rękawki przy myciu rąk, jedno zwymiotowało bo”mama dała różowy syrop”.
    byłam sama
    kto został bez opieki i uwagi? te co siedziały cicho na dywanie i się nie przemieszczały.
    dopóki nie opanowałam wypadków, nie mogli iść się bawić, nie dałam kredek, układanek, nie jeździli samochodami po dywaniku.
    bo nie miałam czasu pilnować, aby w czasie rysowania, jazdy czy układania żadne się nie pogryzło, nie wywróciło, nie zjadło kredki.

    dlatego-pomimo pierwszeństwa-niechętnie przyjmuje się dzieci chore do zwykłych przedszkoli.
    bo po prostu nie ma rak do pracy!!! w związku z ustawą o przedszkolach za złotówkę, jedna nauczycielka straciła pół etatu, jedna woźna (pani do pomocy) poszła na emeryturę, ale na jej miejsce już nikogo nowego nie przyjęto.
    Psychologa mamy raz w miesiącu na 3 grupy. Logopeda straciła 1/4 etatu która u nas miała.

    Wiem, że mogłaś się Ulu poczuć urażona, ale pomyślcie też czasem o tej drugiej stronie… czasem również próbujemy przebijać mury głowami. póki co-tylko guzy.
    Dlatego moje chore dziecko posłałabym do przedszkola SPECJALNEGO, nawet nie integracyjnego – moje syny do takiego chodziły, wg mnie integracja w tym przedszkolu to była fikcja. tez z powodu a. braku specjalistów, b. braku orzeczeń chorych dzieci, które były tam zapisane jako zdrowe, a faktycznie potrzebowały pomocy bo miały takie czy inne zaburzenia.. i to jest niestety nagminne.
    Taka to Polska właśnie… może coś kiedyś drgnie… Ale póki co – polecam przedszkole specjalne dla dzieci o SPECJALNYCH potrzebach- nie tylko tych edukacyjnych. Dla dobra tych wyjątkowych dzieci własnie.Dla ich pełnego bezpieczeństwa.

    Powodzenia, zdrowia dla Lelka. Czytam Was od dawna, równo z Frankiem Niebieskookim, bardzo Wam kibicuję
    pozdrawiam
    Ula

    • mama Ula mówi:

      Ok rozumiem wszystkie argumenty tylko wówczas trafiłam na stanowisko „nie bo nie”. Żadnych konkretów przeciw, żadnych za. A teraz mój punkt widzenia:):
      Nie mamy przedszkola specjalnego w najbliższej okolicy
      Dzieci z SMA chodzą w innych miastach do przedszkoli zwykłych lub integracyjnych
      Nie potrzebujemy opieki, bo ja będę z Lelkiem cały czas i cała odpowiedzialność opieki nad mała pozostaje w moich rękach
      Chodzi nam wyłącznie i to mówiłam dyrektorce na odwiedzaniu przedszkola, może z czasem byłyby to częstsze wizyty, ale żadna terapia w grę nie wchodzi-mamy wszystko co trzeba, tylko i wyłącznie integracja z dziećmi
      Chcemy spróbować, zobaczyć czy to zagra.
      I sprawa niedasiow wyglada tak, ze jednak sie da i w październiku idę na rozmowę z dyrekcja i kadra przedszkola i spróbujemy porozmawiać jak mogłoby to wyglądać.
      Żal miałam dlatego, ze dopiero po interwencji wyżej mozna było znaleść rozwiazanie i zastanowić sie nad sensem tego pomysłu. I jednak w oczach dyrekcji może cos z tego być.
      Nigdy absolutnie nie chciałam i chcieć nie będę pchać tam małej za wszelka cenę. Paniom przedszkolankom myśle, ze przeszkadzać nie powinnismy, a ja krytykować nie zamierzam tego co mogę tam zobaczyć, bo wiem ze czasami brakuje rak.
      A swoją droga to co piszesz to jakaś masakra naprawdę:) nie mam zdrowych dzieci, ale widzę jak matki czasami z 1czy 2 nie dają rady a co dopiero ogarnąć 17? Szok.
      Pozdrawiam i dziękuje za racjonalne argumenty:)

    • mama Ula mówi:

      A i jeszcze jedno Franio tez jest przedszkolakiem i u nich problemu nie było:) Moja mała przy dzieciach bardzo dużo sie uczy i straaaaasznie ja do dzieci ciągnie. Zdrowe dzieci nie maja problemu z niepełnosprawnością-przynajmniej my trafiamy na takie dzieciaki, które potrafią bawić sie z Gabrysia. Co innego dorośli. Nie dziwie sie i temu, bo sama potrafiłam zachować sie dziwnie, ale myśle, ze przebywanie z niepełnosprawnością uczy ze nie ma czego sie obawiać. Widzę jak naturalnie zachowują sie znajomi, którzy są z nami blisko, a jak „rozpaczają” ci co nas spotykają od wielkiego dzwonu:)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *